PAP life
Użytkownik:
Hasło:
Kontakt z redakcją


14.01.2020, 06:06  Wywiad
wstecz

Elżbieta II wsparła Harry'ego i Meghan. Ale życie pary nie będzie łatwe (wywiad)


Na jej reakcję czekali wszyscy. I wreszcie Elżbieta II powiedziała, co myśli o decyzji księcia Harryego i księżnej Meghan. Po rodzinnej naradzie w posiadłości Sandringham królowa wydała oświadczenie. "Moja rodzina i ja całkowicie wspieramy decyzję Harryego i Meghan o zbudowaniu nowego życia, jako młoda rodzina. Choć wolelibyśmy, żeby pozostali członkami rodziny królewskiej pracującymi na pełen etat, szanujemy i rozumiemy ich potrzebę prowadzenia bardziej niezależnego życia rodzinnego" - napisała monarchini. O tym, jak będzie wyglądało to nowe życie książęcej pary rozmawiamy z dr Tomaszem Soroką, ekspertem od polityki kanadyjskiej z UJ.

PAP Life: W swoim oświadczeniu Elżbieta II napisała, że "Sussexowie będą spędzać czas zarówno w Kanadzie, jak i Wielkiej Brytani". To by potwierdzało wcześniejsze spekulacje, że Harry i Meghan nie zamieszkają w USA, ale właśnie w Kanadzie.


Dr Tomasz Soroka: Trudno wyrokować. Małżonkowie deklarują chęć osiągnięcia niezależności finansowej, a jednocześnie chcą usunąć się w cień, by zmniejszyć zainteresowanie tabloidów swoim życiem. Oba zamiary trudno jednak ze sobą pogodzić. Chcąc zdobyć niezależność finansową, będą musieli wykazywać się publiczną aktywnością, a więc też wystawiać się na zainteresowanie mediów, także tabloidowych. Wydaje się zatem, że potencjalna pozytywna zmiana, jaką wywołać miałaby przeprowadzka do Kanady, jest nieco naiwnie przez małżonków idealizowana. Poza tym trudno im będzie oddzielić finansową niezależność, nawet jeśli ją będą mieć, od koneksji z rodziną królewską. Zawsze bowiem, niezależnie od tego, co osiągną, ktoś będzie mógł podnosić zarzut, zwłaszcza wobec księcia Harry'ego, że bez sławy, jaką daje bycie częścią rodziny królewskiej, trudniej byłoby im o sukcesy. Wysyłane przez Harry'ego i Meghan komunikaty są póki co dość enigmatyczne, mowa jest raczej o dłuższych i częstszych pobytach w Ameryce Północnej, nie w samej Kanadzie. Należy pamiętać, że księżną Meghan łączą większe koneksje z USA niż z Kanadą. Ponadto małżonkowie są aktywnie zaangażowani w działalność charytatywną Commonwealthu (organizacji skupiającej państwa uznające zwierzchnictwo królowej brytyjskiej). Harry jest ambasadorem młodzieży (The Commonwealth Youth Ambassador), Meghan Markle patronuje z kolei The Association of Commonwealth Universities oraz the Queen's Commonwealth Trust.


PAP Life: Mogą to rzucić w każdym momencie.


Dr Tomasz Soroka: Oczywiście, jeśli się uprą, to mogą porzucić ten aspekt publicznej działalności. Pytanie tylko, czy porzucenie charytatywnej działalności wpłynie pozytywnie na wizerunek książęcej pary, także w Kanadzie? Mogą też zachować powyższe funkcje i sprawować je z Kanady, która jest członkiem Commonwealthu. Tyle że oni pełnią te funkcje z racji tego, że należą do rodziny królewskiej, więc trudno w takiej sytuacji mówić o niezależności od monarchii i porzuceniu funkcji publicznych. Póki co zatem traktowałbym wieści o przeprowadzce Harry'ego i Meghan do Kanady bardziej w kategoriach medialnej spekulacji niż realnej możliwości, która się lada chwila zmaterializuje.


PAP Life: A jeśli tak się stanie, to czy Kanada zgodzi się ponieść koszty, jakie wiązać się będą z pobytem książęcej pary w tym kraju?


Dr Tomasz Soroka: Na tym etapie nie wiemy precyzyjnie, o jakie koszty mogłoby chodzić. Kanada stale ponosi wydatki z tytułu więzi z monarchią i bycia jednym z 16 tzw. Commonwealth realms. Koszty te obejmują utrzymanie i funkcjonowanie biura gubernatora generalnego i 10 wicegubernatorów w kanadyjskich prowincjach. Wszyscy oni pełnią funkcje przewidziane dla monarchy, są formalnie reprezentantami królowej. W 2017 roku te koszty wyniosły około 62,5 mln dolarów kanadyjskich, do tego trzeba jeszcze doliczyć wydatki na finansowanie oficjalnych wizyt monarchy bądź członków rodziny królewskiej w Kanadzie, przyjeżdżających na zaproszenie rządu. Ewentualna przeprowadzka do Kanady księżnej i księcia Sussex nie odbyłaby się na zaproszenie rządu kanadyjskiego, więc formalnie Kanadyjczycy nie musieliby ponosić kosztów dodatkowych. Aczkolwiek ze względu na celebrycki status książęca para potrzebowałaby ochrony i bezpiecznego zakwaterowania. Dotychczas taką ochronę zapewnia brytyjski Home Office. Jeśli jednak Meghan i Harry porzucą role publiczne pełnione w ramach rodziny królewskiej oraz wyprowadzą się z Wielkiej Brytanii, to brytyjska ochrona rządowa nie będzie im przysługiwać. I wtedy prawdopodobnie musieliby się postarać o ochronę prywatną, zwłaszcza jeśli w Kanadzie i USA nie pełniliby żadnych funkcji publicznych. Pytanie o koszty to poniekąd także pytanie o przyszły status finansowy i majątkowy pary. Dziś czerpie ona zyski z dotacji rządowych oraz z posiadłości prywatnych ojca Harry'ego, księcia Karola. Czy tych dotacji się zrzekną w ramach tzw. niezależności finansowej, czy zostaną im one zachowane albo odebrane? Trudno powiedzieć.


PAP Life: A jak wygląda ta kwestia z prawnego punktu widzenia? Para książęca może wjechać do Kanady i w niej zamieszkać?


Dr Tomasz Soroka: Do Kanady bez paszportu może podróżować królowa jako głowa państwa, ale przywilej ten nie rozciąga się na członków jej rodziny. Harry i Meghan nie mają obywatelstwa kanadyjskiego, więc kwestie przeprowadzki, podjęcia pracy w Kanadzie, w tym np. służby Harry'ego w armii kanadyjskiej, musiałyby być jakoś uregulowane, na przykład poprzez nadanie obywatelstwa w przyspieszonym trybie czy przyznanie odpowiedniej wizy. Paradoksalnie, ze względu na amerykańskie obywatelstwo Meghan Markle, łatwiej małżonkom może być przeprowadzić się do USA niż Kanady.


PAP Life: Czy ważny członek rodziny królewskiej może swobodnie opuścić Wielką Brytanię i osiedlić się w innym kraju?


Dr Tomasz Soroka: Teoretycznie tak, nie można przecież w demokracji przestrzegających prawa obywateli zmuszać do zamieszkiwania w danym miejscu. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana w przypadku prominentnych postaci z rodziny królewskiej. Ich prywatne decyzje wpływają na wizerunek monarchii, a w skrajnych przypadkach zmieniają funkcjonowanie monarchii nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w 15 innych państwach połączonych z Wielką Brytanią unią personalną. Ważne decyzje dotyczące zasad funkcjonowania monarchii lub ważnych postaci z rodziny królewskiej podejmowane są więc nie tylko w konsultacji z królową, ale też pomiędzy rządami tych państw. Tak było wtedy, gdy zmieniano zasady sukcesji tronu w 2015 r., tak może być i teraz. Do prasy przedostała się dziś informacja, że to królowa "wezwała na dywanik" księcia Harry'ego i pozostałych czołowych krewnych, by rozwiązać problem tzw. Meghangate. Łatwo sobie jednak wyobrazić, że gdy sprawa nabrzmieje, zaangażują się w nią zakulisowo - jeśli już tego nie zrobiły - rządy państw Wspólnoty i zaczną na rodzinę królewską wywierać presję. Trudno z kolei sobie wyobrazić, by Kanada sama, bez konsultacji z pozostałymi Commonwealth realms, zwłaszcza z Londynem, podejmowała działania w tej sprawie, tj. otwierała drzwi przed parą książęcą lub je zamykała. A pamiętajmy, że w monarchii parlamentarnej, jaką jest monarchia brytyjska i kanadyjska, instytucje monarchiczne działają jedynie w ramach rady i zgody udzielonej przez instytucje posiadające mandat demokratyczny, czyli rząd i parlament. Należy więc przypuszczać, że to, co w tej sprawie nastąpi, będzie wynikiem nie tylko ustaleń w ramach królewskiej rodziny, ale także konsultacji międzyrządowych.


PAP Life: Czym Harry mógłby się zająć w Kanadzie? Może zostać zatrudniony w tamtejszej armii? Dr Tomasz Soroka: Ewentualna służba Harry'ego w armii kanadyjskiej nie wydaje się prawdopodobna. Książę nie ma kanadyjskiego obywatelstwa, szkolony był dawno i - jeśli się nie mylę - w czynnej służbie w ostatnich latach nie był. Zwracałby na siebie poza tym zbyt dużą uwagę mediów. A to niekoniecznie zaleta w wojsku. Koszty ochrony jego i jego kompanów mogłyby przewyższyć ewentualne zyski z zatrudnienia go w wojsku. W jego przypadku w grę wchodziłaby ewentualnie jakaś funkcja symboliczna, ale pamiętajmy, że książę już służył w armii brytyjskiej, więc trzeba byłoby tę sprawę uzgadniać nie tylko z Brytyjczykami, ale także z innymi sojusznikami. Mogłoby się okazać, że ta gra nie jest warta świeczki. Poza tym, czy byłoby to tak dalekie odejście od funkcji publicznych pełnionych w ramach monarchicznej tradycji, od których chce uciec książęca para?


moc/ gra/



Copyright © PAP SA 2012 Materiały redakcyjne, fotografie, grafy, zdjęcia i pliki wideo pochodzące z serwisów PAP stanowią element baz danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A z siedzibą w Warszawie, i chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Z zastrzeżeniem przewidzianych przez przepisy prawa wyjątków, w szczególności dozwolonego użytku osobistego, ich wykorzystywanie dozwolone jest jedynie po zawarciu stosownej umowy licencyjnej. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.